Nazewnicze niebezpieczeństwa


Wybujała wyobraźnia niektórych twórców nazw już niejednokrotnie doprowadziła firmy do klęski. Mimo iż rodzina właściciela firmy ma zwykle szczere chęci, to nie posiada doświadczenia ani wiedzy z zakresu marketingu. Dlatego nie warto angażować bliskich do zabawy w "wymyślanie fajnej nazwy". Błędy w nadawaniu nazw zawsze wychodzą na wierzch i są trudne lub nawet niemożliwe do naprawienia. Ciężko jest odzyskać zaufanie klientów, którym pierwotna nazwa marki negatywnie się skojarzyła. Np. model Forda o nazwie Pinto w brazylijskim dialekcie oznacza nieduże męskie genitalia, czego nie sprawdzili marketingowcy przed wprowadzeniem tej marki na rynek. Nic więc dziwnego, że sprzedaż tego samochodu w największym państwie Ameryki Południowej okazała się klapą.
INNE PUŁAPKI NAZEWNICZE, KTÓRYCH STARAMY SIĘ WYSTRZEGAĆ:
    • trudna, zbyt długa nazwa: Employeesavings,
    • znaczenie w obcym języku: Osram w polskim, Rolls-Royce Mist w niemieckim (mist - gnój),
    • prześmiewcze przekształcenie: proszek OMO pierze jak ZOMO,
    • komiczny efekt skrótowców: ZWUT, GZUT,
    • konstrukcyjna tandeta: Cewok, Biprowodmel,
    • bezkrytyczne uleganie modzie: dawniej przyrostek "ex", dziś przedrostek "e-",
    • inne znaczenie słowa: Enteron (firma energetyczna) - medyczna nazwa jelit,
    • błędny komunikat: East Airlines - linie lotnicze, z których nie korzystały osoby chcące podróżować na   zachód, północ lub południe (east - wschód).